Blog > Komentarze do wpisu
(311)
Zakładam, że rok 2010 będzie dla mnie łaskawy, bowiem 10 to ewidentnie moja liczba. Z braku laku zaczynam wierzyć w gusła oraz inne przesądy i zaklinam następne 12 miesięcy, żeby było jeszcze lepiej niż jest.
Jak zwykle robię w kajeciku listę postanowień i grzechów głownych, ale to do prywatnej wiadomości. Mogę jedynie zdradzić, że mam zamiar pozostać jędzą.
Z sylwestra najbardziej podobało mi się to, że siedziałam w domu i szybko się upiłam oraz niebo nad warszawą. Z naszego 7 piętra i mieszkania narożnego widać było nieźle panoramę miasta. Ludzie zaczęli na dobre strzelać ok. 23.55 i skończyli o 24.30. Coś się tylko plac konsytucji nie popisał, marniutko było w tym roku.
Posiedzielimy z parą znajomych, jedynymi ludźmi których widujemy regularnie (tacy jesteśmy towarzyscy) i obgadaliśmy cały świat. Refleksja była jedna - wszyscy poza nami to chuje, co znacznie podniosło nam morale i poprawiło samopoczucie. Taplanie się we własnym zajebiźmie jest dość miłe, mimo, że pewnie złudne.
Usnęlam z kotem na mężowej połowie łóżka za co mnie oczywiście musiało pokarać. Zatoki znowu mnie bolą.
Starzeje się.
piątek, 01 stycznia 2010, ja_dharma