|
Archiwum
Zakładki:
Proszę nie kraść moich zdjęć. Jak już musisz, to przynajmniej zostaw krótkie DZIĘKUJĘ w komentarzu.
Se czytam
|
środa, 18 listopada 2009
(291)
To się musiało wydarzyć. Nie wytrzymałam i wyjebałam konto na naszej klasie w kosmos. Serwisy społecznościowe mi nie służą. Poza tym, za dużo miałam odwiedzin od bliżej nie zidentyfikowanych osób, które jak znam życie, są jakąś moją dawną znajomą, która mnie nie lubi. Aktualną dziewczyną mojego eksa, moim eksem, albo kolesiem, któremu nie dałam. Teoria o śledzeniu kogoś w necie jest zajebiście prosta - robi się to z dwóch powodów - nienawiści lub seksu.
niedziela, 15 listopada 2009
(290)
Czuję się już całkiem normalnie, aczkolwiek mam jakąś blokadę na mózgu. Taki stan przetrwalnikowy. Widzę, słyszę, mogę mówić, ale myśleć już nie za bardzo. To bardzo nie dopsz, bo przełożony z czwartku na poniedziałek deadline leży i kwili mi pod nogami, że pora ostateczna napisać teksta.
piątek, 13 listopada 2009
(289)
Jest cudnie. Nie dość, że mam okres, to jeszcze mocne przeziębienie z akcentem na zapalenie górnych dróg oddechowych. Lekarz u którego byłam to głupi chuj, który zalecił mi na ten cały zestaw inchalacje olejkiem mentholowym i tantum verde. Kiedy powiedziałam, że nie mogłam spać z powodu bólu pleców na wysokości płuc odpowiedział, że czego się spodziewam, przecież jestem chora. Na 6 pozycji na liście "leków" jakie mi wypisał wszystkie są reklamowane i dostępne bez recepty. Na tej zasadzie mogłam iść do apteki i wyleczyć się sama. Więc nigdy więcej Szpitalu Damiania. Nie wiem po co ja tam w ogóle jeszcze łaże, skoro za każdym razem wychodzę niezadowolona. Tylko raz trafiłam na dobrego internistę, ale Pani doktor miała ze 100 lat. I za co ja tam płace 110 zeta za wiztę? Heloł?
sobota, 07 listopada 2009
(288)
Raz na jakiś czas, jak już się tak naczytam forum po kokardkę, naoglądam blogasków szafiarek - to mam ochotę iść na przegrzebki do lumpeksu.
czwartek, 05 listopada 2009
(287)
Więc... mam pierwsze zdjęcie zrobione przez fotoradar! Nieźle. Będą mieli niezły ubaw na komendzie. Lasia w L-ce przekroczyła prędkość o 1 kilometr (słownie JEDEN) i załapała się na naszą akcję "fleszem po oczach". Na drodze ożywionej dyskusji doszliśmy z instruktorem do wniosku, że to niemożliwe, ale... Polska krajem cudów jest!
poniedziałek, 02 listopada 2009
Nie chcę, żeby reprezentowały mnie feministki (286)
Obejrzałam dzisiaj powtórkę "miasta kobiet", stare odcinki, jeszcze z Marzeną Rogalską i głupkowatą Młynarską, która jednakowoż z czasem się wyrobiła i była naprawdę świetna w tej pracy. Zadawała najlepsze pytania.
czwartek, 29 października 2009
(285)
Znalazłam sposób na matkę. Kiedy dzisiaj podczas rozmowy telefonicznej zaczęła jęczeć, że robie prawo jazdy, a nie mam ubezpieczenia (tak, to prawda) to w ogóle masakra i ... "co ty dziecko zrobisz, jak bedziesz miała wypadek". No mówie jej jak to będzie wyglądało. Że jeżeli będe nieprzytomna, to walną mi prądem, kiedy tylko otworzę oczy zapytają czy mam ubezpieczenie, ja powiem, ze nie i wtedy wyawlą mnie z jadącej karetki, ale ze powinna się cieszyc, bo moje oszczędności zapisałam w 60% na nią. Na mojej mamie takie wywody nie robią wrażenia, był czas przywyknąć. Zaproponowalam jej również, że następnym razem, jak bedzie chciała mnie poinformowac o kolejnej czarnej dupie w jakiej sie znajduję, niech ma równiez przygotowaną jakąś odpowiedź, co z tym można zrobić. Samym narzekaniem niewiele zdziała. Matka się spieła i wypluła z siebie całkiem sensowne rozwiązanie dla tej sytuacji. Jak chce, to dziewczyna potrafi.
wtorek, 27 października 2009
(284)
Nadal biegam i ciągle nie palę. Doprawdy, co się ze mną dzieje?
poniedziałek, 26 października 2009
(283)
Pamiętacie naukę jazdy na rowerze? Albo pływania? Było ciężko na początku. Plastry na kolanach, woda w nosie, ale kiedy już się powoli zaczynało łapać o co chodzi...
piątek, 23 października 2009
(282)
Przeżywam właśnie falę uniesienia przebojami z lat 80-tych. Oglądam teledyski, takie jak np. ten
Z drugiej strony współczuje mojej matce, ci panowie jakoś tacy mało przystojni. Nie było się w kim zakochać w tzw. międzyczasie. Chociaz i tak miała lepiej niż pra babka, tamtej wybór ograniczał się chyba do Mojżesza. (280)
Jedno pisanie się spodobało, są zamówienia na następne. Hałturka na waciki się szykuje, albo ubezpieczenie dla tego pięknego czarnego lwa z postu poniżej. Syna będe negocjowała. A teraz uwalona robotą po pachy (zarobiony bezrobotny - stworzyłam precedens!) słucham se TOTO.
środa, 21 października 2009
(279)
Alkoholizuje się nalewką. Jeszcze w sierpniu byłam pewna, że wyleję ją do kibla, a tu proszę, wieczór bez kielonka to wieczór stracony. Zaliczyłam dzisiaj pierwszy samochodowy podryw i to w "L". Na początku myślałam, że coś facetowi urwałam, czy go przytarłam, a potem to się nawet wkurwiłam, że mi zawraca dupe. Dzięki bogu jeżdze te 50km/h więc nie mogliśmy dłużej konwersować, bo zaczęli trąbić ze wszech stron i Pan se pojechał. El Instruktorro był sytuacją szczerze rozbawiony oraz nie okazał mi należnego wsparcia psychicznego. A mężu obiecał, że kupi mi taką furę, jak będe se opłacała za nią ubezpieczenie i urodze mu syna. Szybko obliczyłam, że mi sie to nie opyla. Ale piękny jest, co nie? Mam jakieś niezdrowe ciągoty w kierunku Peugeotów.
wtorek, 20 października 2009
(278)
Zmienił mi sie instruktor. Razem z instruktorem samochód. Więc kiedy z dziadkiem szło mi juz całkiem nieźle, to Pan A. zmienił mój pogląd na tą kwestię o jakies 180 stopni. Generalnie miał mi do przekazania dwie kwestie, no może 3. Kwestia pierwsza - nie pomagam Ci Kwestia druga - dzięki tej pierwszej nauczysz się jeździć Kwestia trzecia - możesz sobie machać rzęsami, na mnie to nie działa
Więc kiedy pokazał mi jak się robi łuk to latałam po samochodzie od oparcia na maskę i spowrotem (taka prędkość). Błagałam go, żeby się zatrzymał. Chciało mi się rzygać. Pan A. jest szorstki i pali papierosy w czasie, kiedy ja poluje na słupki i klne ile bozia dała na Eduardo. Na mieście co chwila mi mówi, że oblałam bo światła, bo prędkość, bo pierwszeństwo itd. Uwielbiam go, nawet przeżyję, że śmierdzi papierosami (wspominałam, ze nadal nie palę?). Na razie jestem w szoku. Musze sie pozbierać.
niedziela, 18 października 2009
Słomka ze szpinakiem i pomidorami (277)
Niezła alternatywa dla ciężkiego sosu ze szpinaku i sera pleśniowego, zima dopiero przed nami, będzie jeszcze czas żeby się tuczyć. Sos jest aromatyczny i nie potrzeba go jakos wybitnie dużo na porcję. Składniki: ok. 20 dag mrożonego szpinaku 1 duża łyżka koncentratu pomidorowego 50gr wędzonego boczku ząbek czosnku pół łyżeczki curry łyżka śmietany parmezan
Na patelni teflonowej wytapiamy tłuszcz z boczku, który wczesniej pokroiliśmy w słupki. Kiedy się już podrumieni każdej strony wrzucamy w to szpinak (moze byc jeszcze zamrozony). Czekamy aż stanie się zieloną papką, następnie dorzucamy przecier pomidorowy, jeżeli jest za gęste, dolewamy wody. Mieszamy do uzyskania spójnej konsystencji. Dorzucamy czosnej, curry, sól, być może odrobine cukru, jeżeli pomidory były mocno kwaskowate. Na koniec łyżka smietany. Mieszamy z makaronem i posypujemy parmezanem.
Ryba pieczona na kiszonej kapuście (276)
Banalne połączenie i prosty obiad, który sam się robi. Jedyna wada - pieczenie trwa aż 45 minut co wyklucza go z kategorii "szybkie żarcie po powrocie z pracy".
Składniki: 1 łyżka oliwy ok. 30dag kapusty kiszonej ziemniaki wedle uznania marchewka wedle potrzeb ryba sól pieprz cytryna
Prostokątną blachę smarujemy oliwą, wykładamy na to kapuste kiszoną, lekko pieprzymy. Na górze układamy pokrojone w ćwiartki ziemniaki i marchewkę w kawałkach (niezbyt duzych, bo sie nie upiecze). Wstawiamy do piekarnika na 30 minut w temperaturze 180 stopni (termoobieg z podpiekaniem od dołu) - w trakcie dobrze jest chociaz raz zamieszać całość. Następnie kładziemy na całość kawałi lekko posolonej, popieprzonej i doprawionej sokiem z cytryny ryby. Ryba może być niemal każda. U mnie tilapia, ale łosoś się nada i pewnie kostka z dorsza też. Pstrąg też by się na tym upiekł. Jak nie ryba, może być kiełbasa, będzie w klimacie alzackim.
Jak widać w rogu zdjęcia, do całości doszedł jeszcze sos czosnkowo-koperkowy, ale to tylko dla ludzi o żelaznych żołądkach.
piątek, 16 października 2009
(275)
Na starość robię się nadwrażliwa. Dzisiaj na przykład wzruszył mnie pan Eduardo, mój maestro od jazdy "L-ką". Wyznał, że instruktorem został dopiero na emeryturze i że to już jego ostatnie miesiące pracy. Potem pierdolnął swój dosłownie 27 minutowy wykład o parkowaniu równolegle do krawężnika. Zawsze, kiedy zbiera mu się na te wywody, a mówi bardzo wolno i monotonnie, ja odpływam. Pozwalam mu się wygadać i myślę np. o tym co ugotuje na obiad. Dzisiaj akurat przypominałam sobie krępującą sytuację z wczoraj, w której główną rolę odegrała kot, mąż i bączek. Nie powiem nic więcej w tym temacie, no może poza tym, że kicia została niesłusznie oskarżona i wyzwana od pierdomatów. Wracając do Pana Eduardo, to kiedy skończył swojego smuta kazał odpalić auto, a ono nic. Umarło, zdechło, rozkraczyło się. Zadzwoniłam do szefowej mojej szkoły jazdy, bo Edward nie ma komóry. W razie czego jest zdany na kursantów. Co jest o tyle niebezpieczne, że jak wjadę samochodem do rowu czy w coś tam, to on nawet nie ma jak wezwać pogotowia. Szefowa przyjechała, rzuciła setką kurw na dzień dobry i kazała mi wsiąść do swojego samochodu. Wzięłyśmy Edwarda na hol. Ile ona o nim powiedziała brzydkich rzeczy, że mu nie da nowej tojoty, "bo ją rozpierdoli" i "z kim ja muszę pracować". Po salwie obelg pod adresem mojego instruktora poczułam z nim więź. Co gorsza, wyobraziłam sobie, że ja będę jeździła samochodem jeszcze wiele lat po jego smierci. Nawet miałam ochotę krzyknąć, żeby cały kurs mnie uczył, ale kurde, to dziadek i nieco brakuje mu momentami jaj i tempa.
Więc taka oto zaliczyłam rozkminkę i wcale nie jestem z niej zadowolona. Zycie bez zbyt wielu ciepłych emocji względem obcych jest zdecydowanie łatwiejsze.
czwartek, 15 października 2009
(274)
Zdecydowanie źle na mnie wpływa pogoda. Po pierwsze nie moge biegać, bo albo pada, albo jest tak kurewsko zimno, że zwyczajnie nie chce się przeziębić. Pora wykupić jakiś karnecik. Po drugie załączają mi się fazy w stylu "to może kolejna herbatka?". Dzisiaj dokupiłam 2 nowe smaki, waniliowa i pomarańczowa z cynamonem. Pogryzam se sucharki i popijam herbatką - jak jakaś stara baba. Kotom została wymieniona karma na okoliczność niegęstych gówien, dzięki niej dostały jakiegoś magicznego przypływu witalności. Kiedy mówię, że kocur biega po ścianach naprawdę mam to na myśli. I mam do napisania wywiad na 4 strony na jutro......... i pewnie go spieprze, chociaż rozmówca w ogóle na to nie zasługuje. (273)
Zastanawiam się, czy mimo pogoda dziadek dzisiaj na kursie znowu powie "i rozpędzamy się do 80-ciu". Wczoraj nie miałam netu do 17-stej. Raz przez skurwiałe Aster, drugi raz, bo jestem pipka i wsadziłam kabelek nie w tą dziurkę co trzeba. Ale to nawet nie było takie straszne. Kiedy śnieg zasypywał ludzi. ja budowałam nowy dom w Simach, kupiony za pieniądze mojego męża, którego z niego wyrzuciłam. Odpaliłam też sobie płytkę w stylu "łajt christmast" i świeczę z cynamonem. Jak na październik było mocno nastrojowo. Moja nalewka z malin i jeżyn okazała się hitem. Mężu się nią rozgrzewa i leczy tak skutecznie, że już się kończy. Więc się zastanawiam, czy jeszcze kupie maliny i wstawie nową. A w ogóle to jest ciężko i mam problem z motywacją, ale nie chce mi sie zagłębiać w niuanse.
wtorek, 13 października 2009
(272)
Byłam se wczoraj na uroczym zabiegu w Instytucie Thalgo. Oczywiście z zaproszenia. Jak mi miły pan powiedział, ile kosztowało to 45 minut z nim i maszyną sam na sam, to prawie zemdlałam. Na koniec zrobił mi gratis masaż stóp, który zamiast mnie rozluźnić - spiął maksymalnie. Ja wiem, że on gej, masażysta od kilkunastu lat, że nie jestem nikim wyjątkowym - ale ja tak cholernie nienawidze dotyku. A stopy to już w ogóle. Nie lubię ich. Nie to, że swoich, tak globalnie, z rozmachem i bez granic. Dlatego latem nie umiem się odnaleźć, bo widzę je wszędzie. Więc dzisiaj mam pośladki na swoim miejscu i skórę tak napiętą, że boję się, że zaraz peknie. Żartuje, efekt jest niewielki, jak po dobrym masażu drenującym. I nie wysikałam obiecanego litra zbędnej wody. Za to dowiedziałam się, że mam płytko umieszczone naczynka, dzięki czemu, cytuje "mam ciało miłe w dotyku" ale jak o siebie nie będe dbała, to żylaki, pajączki i inne takie. I że jestem bardzo delikatna. Lubie słyszeć o sobie takie rzeczy, od razu wtedy czuję się kobietą, a nie babo-chłopem.
A tak w ogóle, to mężu wczoraj przyniósł newsa, który mnie zastrzelił, jak dobrze pójdzie - krzykniemy "żegnaj Polsko".
sobota, 10 października 2009
|