Zakładki:
Proszę nie kraść moich zdjęć. Jak już musisz, to przynajmniej zostaw krótkie DZIĘKUJĘ w komentarzu.
Se czytam
RSS
środa, 18 listopada 2009
(291)

To się musiało wydarzyć. Nie wytrzymałam i wyjebałam konto na naszej klasie w kosmos. Serwisy społecznościowe mi nie służą. Poza tym, za dużo miałam odwiedzin od bliżej nie zidentyfikowanych osób, które jak znam życie, są jakąś moją dawną znajomą, która mnie nie lubi. Aktualną dziewczyną mojego eksa, moim eksem, albo kolesiem, któremu nie dałam. Teoria o śledzeniu kogoś w necie jest zajebiście prosta - robi się to z dwóch powodów - nienawiści lub seksu.

zakończyłam kurs prawa jazdy, zdałam egzamin wewnętrzny, udowodniłam facetowi, że umiem parkować, potrąbiłam se jeszcze na kierowców z prawkiem, co to mają wyjebane na takie subtelności jak na przykład włączenie kierunkowskazu. Poklełam na młode matki z wózkami na przejściach dla pieszych zatrzymujące sie w połowie drogi, zeby wyjąć i zeżreć ciasteczko (autentyk!!!). I tyle mojego. Widziałam też ośrodek w ktorym bede zdawała te cuda i nie chce nic mówić, ale już się zesrałam ze strachu.

Od tygodnia jest mi niedobrze, kolezanka ma pretensje, ze jej nie odwiedzam, a ja po prostu nie wiem w co rece włożyć. Włąsnie w wielkich bólach próbuje urodzic kolejny tekst, który zapowiadał się zajebiscie fajnie, ale chyba wyjdzie taki suchar, że mi podziękują i pokażą drzwi.

Boli mnie głowa, przytyłam, jakas idiotka na Allegro tłumaczy mi, ze skoro cos się nie sprzedało na aukcji to klient ma prawo kupic po takiej cenie, jaką uwaza, a ona chce to ode mnie kupić za tyle (śmiesznie mało) bo po tyle podobne chodzi na stadionie!!!
Jej logika powaliła mnie na kolana, jeszcze się zastanawiam jak jej odpisać na tego maila, bo poprzednie 3 w których jasno powiedziałam, że nie interesuje mnie schodzenie ponizej pewnej kwoty, chyba przez przypadek napisałam po chińsku, bo panna nadal swoje.

Z drugiej strony to zajebista metoda, przejde się kiedyś do TH i powiem, że chce ten ich płaszcz za 250 zł, a nie za 1600, bo za 250 można kupic na stadionie i żeby się już przestali wygłupiać.

20:58, ja_dharma
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 15 listopada 2009
(290)

Czuję się już całkiem normalnie, aczkolwiek mam jakąś blokadę na mózgu. Taki stan przetrwalnikowy. Widzę, słyszę, mogę mówić, ale myśleć już nie za bardzo. To bardzo nie dopsz, bo przełożony z czwartku na poniedziałek deadline leży i kwili mi pod nogami, że pora ostateczna napisać teksta.

Nadchodzący tydzień będzie ciekawy. Po pierwsze kończe kurs prawa jazdy, po drugie ide na tydzień do roboty. zleconko w firmie koleżanki. Chyba mam stresa. Właśnie dotarło do mnie, że od 1,5 roku nie pracowałam regularnie miedzy ludźmi. Pewnie znowu się spłoszę czy co.

Męzu własnie mi powiedział, że powinnam być cały czas chora, bo jak jestem chora, to jestem spokojniejsza. Wszystko wtedy ocieka cukrem i w ogóle to on sobie może grać i oglądać seriale, a ja mu nie jojcze nad głową. Phi.

Przeze mnie natomiast przechodzi jakaś burza hormonalna, bo nagle wydał mi się bardzo prystojny i seksowny, co generalnie nie jest moim naturalnym stanem umysłu. Nawet mu dałam buzi.

14:12, ja_dharma
Link Komentarze (4) »
piątek, 13 listopada 2009
(289)

Jest cudnie. Nie dość, że mam okres, to jeszcze mocne przeziębienie z akcentem na zapalenie górnych dróg oddechowych. Lekarz u którego byłam to głupi chuj, który zalecił mi na ten cały zestaw inchalacje olejkiem mentholowym i tantum verde. Kiedy powiedziałam, że nie mogłam spać z powodu bólu pleców na wysokości płuc odpowiedział, że czego się spodziewam, przecież jestem chora. Na 6 pozycji na liście "leków" jakie mi wypisał wszystkie są reklamowane i dostępne bez recepty. Na tej zasadzie mogłam iść do apteki i wyleczyć się sama. Więc nigdy więcej Szpitalu Damiania. Nie wiem po co ja tam w ogóle jeszcze łaże, skoro za każdym razem wychodzę niezadowolona. Tylko raz trafiłam na dobrego internistę, ale Pani doktor miała ze 100 lat. I za co ja tam płace 110 zeta za wiztę? Heloł?

19:18, ja_dharma
Link Komentarze (2) »
sobota, 07 listopada 2009
(288)

Raz na jakiś czas, jak już się tak naczytam forum po kokardkę, naoglądam blogasków szafiarek - to mam ochotę iść na przegrzebki do lumpeksu.

Ile to razy nie trafiłam na nocie o cudnych spodniach MaxMary za 15 zeta, czy nowej kurtce za 20. Torebkach, bluzkach, paskach itd

Mimo, że ciuchy nie są moim fetyszem i najczęściej mój tusz do rzęs jest droższy niż bluzka którą mam na sobie, to jednak coś mnie wierci. Nie wiem, może chęć trafienia okazji? Ciekawość? Nakręcam się historiami o bawełnianym Eldorado?

A potem wchodzę do takiego sklepu, obiecuje sobie przejrzeć wszystkie wieszaki i nic nie znajduje. Bo albo za duże (szczególnie te ciuchy z Londynu, same M-ki, L-ki i XL-ki), albo brzydkie, albo do niczego mi nie pasuje. Poza tym brakuje mi zmysłu organizacji ubioru. Jak coś nie jest czarne, to się czuję zagubiona.

Więc kolejny lumpeksowy napad zdławiłam kupnem cieni do powiek na allegro. 40 zeta taniej niż w Sephorze. Interes życia normalnie.

10:14, ja_dharma
Link Komentarze (1) »
czwartek, 05 listopada 2009
(287)

Więc... mam pierwsze zdjęcie zrobione przez fotoradar! Nieźle. Będą mieli niezły ubaw na komendzie. Lasia w L-ce przekroczyła prędkość o 1 kilometr (słownie JEDEN) i załapała się na naszą akcję "fleszem po oczach". Na drodze ożywionej dyskusji doszliśmy z instruktorem do wniosku, że to niemożliwe, ale... Polska krajem cudów jest!

Zaczyna mi odwalać i dokarmiam dzikie koty. Zostały mi ponad 3kg suchej karmy, na którą jak się okazało, ten adoptowany skurwiel ze schroniska jest uczulony. To jest niepojęte, ten kot ma wszystko, co jego gatunek może mieć, a nawet więcej (wspominałam o leczeniu pierwotniaków drobiu, antybiotykami dla świń, bo kotowate raczej na to nie zapadają?!!!!!). Ale oczywiście, w dobie poprawności wszelakiej chciałam powiedzieć, że bardzo go kocham i fantazjuję o jego śmierci zaledwie 5 razy dziennie. No ale wracając do tych pół-dzikich. To jest niesamowite, boją się, ale głód jest silniejszy, jedzą w wiecznej gotowości do ucieczki.

Nadal nie palę, za to do puszki po cukierkach wrzucam kasę, którą do tej pory wydawałam na fajki. W zasadzie to se moge juz za nią kupić dobre perfumy.


21:19, ja_dharma
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 02 listopada 2009
Nie chcę, żeby reprezentowały mnie feministki (286)

Obejrzałam dzisiaj powtórkę "miasta kobiet", stare odcinki, jeszcze z Marzeną Rogalską i głupkowatą Młynarską, która jednakowoż z czasem się wyrobiła i była naprawdę świetna w tej pracy. Zadawała najlepsze pytania.

Dzisiaj było o feminiźmie, dlaczego w Polsce ten ruch to totalny niewypał. Ano, nie dziwne, skoro nawet kobiety ich nie popierają.

Wylazły dwie baby, jedna pyskata brunetka zdrowo po 40-stce, która na wiecznym fochu powtarzała "to stereotypy" sama je cudownie utrwalając. Druga, dla kontrastu, delikatna blondyna, z głosem o sile kolibra, co to mówiła, że feministka powinna być ciepła i miła... Jasne, żeby nikt się z nią nie liczył.

Problem polega na tym, że idealne byłoby combo tych dwóch pań. Pewna siebie kobieta, która nie rzuca sie o każde słowo, nie udowadnia na siłę światu, że fakt posiadania macicy na dzień dobry stawia ją na gorszej pozycji. Kobieta, która umie wysłowić się rzeczowo i bez emocji, bo te odbieraja profesjonalizm. Kobieta, która przyjmuje do wiadomosci fakt, czym jest natura i że nigdy nie bedzie sprawiedliwie, bo kiedy rodzimy dzieci umiera w większości z nas wojowniczka, a budzi się królowa ogniska domowego. I dobrze, że faceci zarabiają więcej, DZIĘKI TEMU KOBIETY STAĆ NA DZIECI i na to, żeby nie pracować.

I to nieprawda, że mamy gorzej. Wszystko jest kwestią tego jak się sama ustawisz, co wynegocjujesz i czy masz życiowo silne łokcie. Dyskryminacja kobiet to wymówka dla tych z nas, które nie maja siły przebicia.

Ja nie miałam wiekszych problemów w pracy, zarabiałam normalnie, tyle co inni, czasem wiecej od facetów. Stanowiska miałam różne, szefowie traktowali mnie mniej lub bardziej poważnie - jak KAŻDEGO.

Ale co ja mogę wiedzieć, prawda? Jestem typem dziewczyny, która na "kocham cię" usłyszane od męza odpowiada "dziękuję".

14:43, ja_dharma
Link Komentarze (6) »
czwartek, 29 października 2009
(285)

Znalazłam sposób na matkę. Kiedy dzisiaj podczas rozmowy telefonicznej zaczęła jęczeć, że robie prawo jazdy, a nie mam ubezpieczenia (tak, to prawda) to w ogóle masakra i ... "co ty dziecko zrobisz, jak bedziesz miała wypadek". No mówie jej jak to będzie wyglądało. Że jeżeli będe nieprzytomna, to walną mi prądem, kiedy tylko otworzę oczy zapytają czy mam ubezpieczenie, ja powiem, ze nie i wtedy wyawlą mnie z jadącej karetki, ale ze powinna się cieszyc, bo moje oszczędności zapisałam w 60% na nią. Na mojej mamie takie wywody nie robią wrażenia, był czas przywyknąć. Zaproponowalam jej również, że następnym razem, jak bedzie chciała mnie poinformowac o kolejnej czarnej dupie w jakiej sie znajduję, niech ma równiez przygotowaną jakąś odpowiedź, co z tym można zrobić. Samym narzekaniem niewiele zdziała. Matka się spieła i wypluła z siebie całkiem sensowne rozwiązanie dla tej sytuacji. Jak chce, to dziewczyna potrafi.


Poza tym to przegięłam pałe w kwestii ubioru domowego. Mężu w końcu nie wytrzymał i przemówił, że ma dosyć patrzenia na mnie jak chodzę w za dużych spodniach dresowych (mamusia kupiła mi takie śliczne, w rozmiarze L, tasiemką ze ściągacza w pasie owijam się dwa razy :D ), bluzce po jakiejś jego eks (bardzo wygodna bawełna z jackpota, miała dziewczya gust) i jego starym swetrze, ktorego rekawy sięgają mi do kolan. Uzupełnieniem stroju są skarpety do szermierki, które przysłała mu jakas zakochana nastolatka parę lat temu. Więc wyglądam jak dziad. Mówi, że przy życiu trzyma go fakt, że przynajmniej spac chodzę ubarana jako tako (bluzka na ramiączka i jego bokserki). Więc on już ma dosyć, bo marnuje swoje najlepsze lata chowając się za jakimis worami i wypowiada temu wojnę. Czyli zabiera mnie na zakupy.

Jak mój mąż by mnie ubrał? hmm, pomyślmy... Pewnie byłaby to sukienka przed kolano, obciskająca tyłek i talię, ale zasłaniająca cycki, bo ich nie mam :P Do tego szpilki i zero makijażu. Nigdy mi tego nie powie, ale w jego idealnym swiecie wyglądałabym tak .


12:32, ja_dharma
Link Komentarze (6) »
wtorek, 27 października 2009
(284)

Nadal biegam i ciągle nie palę. Doprawdy, co się ze mną dzieje?

Mam cieżkie tygodnie. Chodzę spać o 2-4 rano i kiedy się budzę nadal czeka na mnie kupa roboty. Nie rozumiem tego zjawiska. Zajęcia tyle, że można się zesrać. Szkoda tylko, że nie przekłada się to na kasę.

Wpadliśmy na chwile do rodziców zmienić opony. Siedzę sobie z mamą i czekam, aż Adamek obije pysia Gołocie (kibicowałam Endrju mimo wszystko :p), w międzyczasie, zupełnie niepotrzebnie zaczęłyśmy rozmawiać. I zaczęła swoją prelekcję o tym, że nie mam roboty, że jestem na łasce i niełasce męża, że jak mu się znudzę i mnie zostawi to zęby w ścianę, że się cofam i będzie mi coraz trudniej, oraz moje ulubione "i co ty dziecko teraz zrobisz?". Na wypadek, gdyby dojebała mi za mało, wspomniała jeszcze coś na temat naszego "bardzo być może" wyjazdu z Polszy. Brzmiało to mniej więcej tak - "i co ty tam będziesz robiła, języka nie znasz, zmarnujesz 4 lata".

Mieliście kiedyś ochotę pociąć kogoś plastikowym widelcem, a następnie skoczyć z okna? To było takie właśnie uczucie.

Dla mojej mamy praca to etat. Wstawanie na 8-rano od poniedziałku do piątku. Opłacone świadczenia i ustawowe dni urlopowe. Wszystko inne się nie liczy. Do niej nie dociera specyfika mojego zawodu (albo tego, co staram się robić, bo o profesjonaliźmie na razie nie mówię) która polega na głodowaniu przez pierwsze 10 lat, a potem jak jesteś dobry masz szansę na etat i jako takie pieniądze. Jasne, zdarzają się wyjatki, jak wszędzie, ale generalnie to ciężki kawałek chleba.

Mam 25 lat i mogę stanąć na rzęsach, ale nie dam rady zrobić już więcej. I zupełnie nie rozumiem, dlaczego kiedy już uda mi się jakos pozbierać po straceniu posadki szefa działu ona tak mi dojebie, że muszę przebiec 3 okrązenia parku, żeby zdławić uczucie płaczu innym, też fajnym, odruchem wymiotnym.

Matki są dziwne.

11:59, ja_dharma
Link Komentarze (6) »
poniedziałek, 26 października 2009
(283)

Pamiętacie naukę jazdy na rowerze? Albo pływania? Było ciężko na początku. Plastry na kolanach, woda w nosie, ale kiedy już się powoli zaczynało łapać o co chodzi...

Zaliczyłam dzisiaj przełom w jeździe samochodem. Tak po prostu. Wsiadłam, odpaliłam i pojechałam. Zrobiłam łuk z palcem w nosie ze 20 razy i nie byłam ostatnia na światłach (w ruszaniu). Raz nawet zaskoczyłam intruktora, bo się ścignęłam z takim jednym karczkiem w terenenowym merolu :D Tzn. karczek pewnie nic nie wiedział, że trwają zawody, ale to spora radocha widziec jak L-ka pogina przed innymi, tak dla odmiany.

Polubiłam to.

23:36, ja_dharma
Link Komentarze (1) »
piątek, 23 października 2009
(282)

Przeżywam właśnie falę uniesienia przebojami z lat 80-tych. Oglądam teledyski, takie jak np. ten

 



i się podsikuję, bo są zajebiste. Z jajem itd. bez wicia się na łóżku w satynowej pościeli, męskich łez czy jazdy szybka furą po hajłeju.

 

Z drugiej strony współczuje mojej matce, ci panowie jakoś tacy mało przystojni. Nie było się w kim zakochać w tzw. międzyczasie. Chociaz i tak miała lepiej niż pra babka, tamtej wybór ograniczał się chyba do Mojżesza.

22:11, ja_dharma
Link Komentarze (2) »
(280)

Jedno pisanie się spodobało, są zamówienia na następne. Hałturka na waciki się szykuje, albo ubezpieczenie dla tego pięknego czarnego lwa z postu poniżej. Syna będe negocjowała.

A teraz uwalona robotą po pachy (zarobiony bezrobotny - stworzyłam precedens!) słucham se TOTO.

 

00:13, ja_dharma
Link Komentarze (1) »
środa, 21 października 2009
(279)

Alkoholizuje się nalewką. Jeszcze w sierpniu byłam pewna, że wyleję ją do kibla, a tu proszę, wieczór bez kielonka to wieczór stracony.

Zaliczyłam dzisiaj pierwszy samochodowy podryw i to w "L". Na początku myślałam, że coś facetowi urwałam, czy go przytarłam, a potem to się nawet wkurwiłam, że mi zawraca dupe. Dzięki bogu jeżdze te 50km/h więc nie mogliśmy dłużej konwersować, bo zaczęli trąbić ze wszech stron i Pan se pojechał. El Instruktorro był sytuacją szczerze rozbawiony oraz nie okazał mi należnego wsparcia psychicznego.

A mężu obiecał, że kupi mi taką furę, jak będe se opłacała za nią ubezpieczenie i urodze mu syna. Szybko obliczyłam, że mi sie to nie opyla. Ale piękny jest, co nie? Mam jakieś niezdrowe ciągoty w kierunku Peugeotów.

 

 

20:19, ja_dharma
Link Komentarze (1) »
wtorek, 20 października 2009
(278)

Zmienił mi sie instruktor. Razem z instruktorem samochód. Więc kiedy z dziadkiem szło mi juz całkiem nieźle, to Pan A. zmienił mój pogląd na tą kwestię o jakies 180 stopni.

Generalnie miał mi do przekazania dwie kwestie, no może 3.

Kwestia pierwsza -

nie pomagam Ci

Kwestia druga -

dzięki tej pierwszej nauczysz się jeździć

Kwestia trzecia -

możesz sobie machać rzęsami, na mnie to nie działa

 

Więc kiedy pokazał mi jak się robi łuk to latałam po samochodzie od oparcia na maskę i spowrotem (taka prędkość). Błagałam go, żeby się zatrzymał. Chciało mi się rzygać.

Pan A. jest szorstki i pali papierosy w czasie, kiedy ja poluje na słupki i klne ile bozia dała na Eduardo.

Na mieście co chwila mi mówi, że oblałam bo światła, bo prędkość, bo pierwszeństwo itd.

Uwielbiam go, nawet przeżyję, że śmierdzi papierosami (wspominałam, ze nadal nie palę?).

Na razie jestem w szoku. Musze sie pozbierać.

22:36, ja_dharma
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 18 października 2009
Słomka ze szpinakiem i pomidorami (277)

Niezła alternatywa dla ciężkiego sosu ze szpinaku i sera pleśniowego, zima dopiero przed nami, będzie jeszcze czas żeby się tuczyć.

Sos jest aromatyczny i nie potrzeba go jakos wybitnie dużo na porcję.

Składniki:

ok. 20 dag mrożonego szpinaku

1 duża łyżka koncentratu pomidorowego

50gr wędzonego boczku

ząbek czosnku

pół łyżeczki curry

łyżka śmietany

parmezan

 

Na patelni teflonowej wytapiamy tłuszcz z boczku, który wczesniej pokroiliśmy w słupki. Kiedy się już podrumieni  każdej strony wrzucamy w to szpinak (moze byc jeszcze zamrozony). Czekamy aż stanie się zieloną papką, następnie dorzucamy przecier pomidorowy, jeżeli jest za gęste, dolewamy wody. Mieszamy do uzyskania spójnej konsystencji. Dorzucamy czosnej, curry, sól, być może odrobine cukru, jeżeli pomidory były mocno kwaskowate. Na koniec łyżka smietany.

Mieszamy z makaronem i posypujemy parmezanem.




Sos nie jest ciężki i idealnie oblepia makaron.

18:52, ja_dharma
Link Komentarze (4) »
Ryba pieczona na kiszonej kapuście (276)

Banalne połączenie i prosty obiad, który sam się robi. Jedyna wada - pieczenie trwa aż 45 minut co wyklucza go z kategorii "szybkie żarcie po powrocie z pracy".

 

Składniki:

1 łyżka oliwy

ok. 30dag kapusty kiszonej

ziemniaki wedle uznania

marchewka wedle potrzeb

ryba

sól

pieprz

cytryna

 

Prostokątną blachę smarujemy oliwą, wykładamy na to kapuste kiszoną, lekko pieprzymy. Na górze układamy pokrojone w ćwiartki ziemniaki i marchewkę w kawałkach (niezbyt duzych, bo sie nie upiecze). Wstawiamy do piekarnika na 30 minut w temperaturze 180 stopni (termoobieg z podpiekaniem od dołu) - w trakcie dobrze jest chociaz raz zamieszać całość. Następnie kładziemy na całość kawałi lekko posolonej, popieprzonej i doprawionej sokiem z cytryny ryby. Ryba może być niemal każda. U mnie tilapia, ale łosoś się nada i pewnie kostka z dorsza też. Pstrąg też by się na tym upiekł. Jak nie ryba, może być kiełbasa, będzie w klimacie alzackim.

 

Jak widać w rogu zdjęcia, do całości doszedł jeszcze sos czosnkowo-koperkowy, ale to tylko dla ludzi o żelaznych żołądkach.

18:42, ja_dharma
Link Komentarze (3) »
piątek, 16 października 2009
(275)
Na starość robię się nadwrażliwa. Dzisiaj na przykład wzruszył mnie pan Eduardo, mój maestro od jazdy "L-ką". Wyznał, że instruktorem został dopiero na emeryturze i że to już jego ostatnie miesiące pracy. Potem pierdolnął swój dosłownie 27 minutowy wykład o parkowaniu równolegle do krawężnika. Zawsze, kiedy zbiera mu się na te wywody, a mówi bardzo wolno i monotonnie, ja odpływam. Pozwalam mu się wygadać i myślę np. o tym co ugotuje na obiad. Dzisiaj akurat przypominałam sobie krępującą sytuację z wczoraj, w której główną rolę odegrała kot, mąż i bączek. Nie powiem nic więcej w tym temacie, no może poza tym, że kicia została niesłusznie oskarżona i wyzwana od pierdomatów. Wracając do Pana Eduardo, to kiedy skończył swojego smuta kazał odpalić auto, a ono nic. Umarło, zdechło, rozkraczyło się. Zadzwoniłam do szefowej mojej szkoły jazdy, bo Edward nie ma komóry. W razie czego jest zdany na kursantów. Co jest o tyle niebezpieczne, że jak wjadę samochodem do rowu czy w coś tam, to on nawet nie ma jak wezwać pogotowia. Szefowa przyjechała, rzuciła setką kurw na dzień dobry i kazała mi wsiąść do swojego samochodu. Wzięłyśmy Edwarda na hol. Ile ona o nim powiedziała brzydkich rzeczy, że mu nie da nowej tojoty, "bo ją rozpierdoli" i "z kim ja muszę pracować". Po salwie obelg pod adresem mojego instruktora poczułam z nim więź. Co gorsza, wyobraziłam sobie, że ja będę jeździła samochodem jeszcze wiele lat po jego smierci. Nawet miałam ochotę krzyknąć, żeby cały kurs mnie uczył, ale kurde, to dziadek i nieco brakuje mu momentami jaj i tempa. Więc taka oto zaliczyłam rozkminkę i wcale nie jestem z niej zadowolona. Zycie bez zbyt wielu ciepłych emocji względem obcych jest zdecydowanie łatwiejsze.
21:52, ja_dharma
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 15 października 2009
(274)

Zdecydowanie źle na mnie wpływa pogoda.

Po pierwsze nie moge biegać, bo albo pada, albo jest tak kurewsko zimno, że zwyczajnie nie chce się przeziębić. Pora wykupić jakiś karnecik.

Po drugie załączają mi się fazy w stylu "to może kolejna herbatka?". Dzisiaj dokupiłam 2 nowe smaki, waniliowa i pomarańczowa z cynamonem. Pogryzam se sucharki i popijam herbatką - jak jakaś stara baba.

Kotom została wymieniona karma na okoliczność niegęstych gówien, dzięki niej dostały jakiegoś magicznego przypływu witalności. Kiedy mówię, że kocur biega po ścianach naprawdę mam to na myśli.

I mam do napisania wywiad na 4 strony na jutro......... i pewnie go spieprze, chociaż rozmówca w ogóle na to nie zasługuje.

21:10, ja_dharma
Link Komentarze (3) »
(273)

Zastanawiam się, czy mimo pogoda dziadek dzisiaj na kursie znowu powie "i rozpędzamy się do 80-ciu".

Wczoraj nie miałam netu do 17-stej. Raz przez skurwiałe Aster, drugi raz, bo jestem pipka i wsadziłam kabelek nie w tą dziurkę co trzeba. Ale to nawet nie było takie straszne.

Kiedy śnieg zasypywał ludzi. ja budowałam nowy dom w Simach, kupiony za pieniądze mojego męża, którego z niego wyrzuciłam. Odpaliłam też sobie płytkę w stylu "łajt christmast" i świeczę z cynamonem. Jak na październik było mocno nastrojowo.

Moja nalewka z malin i jeżyn okazała się hitem. Mężu się nią rozgrzewa i leczy tak skutecznie, że już się kończy. Więc się zastanawiam, czy jeszcze kupie maliny i wstawie nową.

A w ogóle to jest ciężko i mam problem z motywacją, ale nie chce mi sie zagłębiać w niuanse.

10:16, ja_dharma
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 13 października 2009
(272)

Byłam se wczoraj na uroczym zabiegu w Instytucie Thalgo. Oczywiście z zaproszenia. Jak mi miły pan powiedział, ile kosztowało to 45 minut z nim i maszyną sam na sam, to prawie zemdlałam. Na koniec zrobił mi gratis masaż stóp, który zamiast mnie rozluźnić - spiął maksymalnie. Ja wiem, że on gej, masażysta od kilkunastu lat, że nie jestem nikim wyjątkowym - ale ja tak cholernie nienawidze dotyku. A stopy to już w ogóle. Nie lubię ich. Nie to, że swoich, tak globalnie, z rozmachem i bez granic. Dlatego latem nie umiem się odnaleźć, bo widzę je wszędzie.

Więc dzisiaj mam pośladki na swoim miejscu i skórę tak napiętą, że boję się, że zaraz peknie. Żartuje, efekt jest niewielki, jak po dobrym masażu drenującym. I nie wysikałam obiecanego litra zbędnej wody. Za to dowiedziałam się, że mam płytko umieszczone naczynka, dzięki czemu, cytuje "mam ciało miłe w dotyku" ale jak o siebie nie będe dbała, to żylaki, pajączki i inne takie. I że jestem bardzo delikatna. Lubie słyszeć o sobie takie rzeczy, od razu wtedy czuję się kobietą, a nie babo-chłopem.

 

A tak w ogóle, to mężu wczoraj przyniósł newsa, który mnie zastrzelił, jak dobrze pójdzie - krzykniemy "żegnaj Polsko".

10:56, ja_dharma
Link Komentarze (1) »
sobota, 10 października 2009
(271)

No, to 1/3 statystycznego przydziału mam od dzisiaj za sobą.

Ciekawe, jak zmarnuje kolejne 25 lat.

17:20, ja_dharma
Link Komentarze (5) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 15