RSS
poniedziałek, 08 lutego 2010
(328)

Wiecie jaką sztuką jest podłączenie internetu w tym kraju? Albo znalezienie dostawcy, który nie leci z wami w przysłowiowe kulki? Otóż jak pokazuje moje doświadczenie, trzeba mieć sporo szczęścia, żeby nie stracic przy tym nerwów.


Przygoda 1 - Neostrada

Instalował mi ją ojciec i znajomy ukrainiec Sasza, który do polski przyjechał, żeby malować freski na sufitach dziwnym ludziom. Podłączyli, nagadali się, internetu nie ma. Pojechali. Po 3 godzinach sama doszłam do tego, że jak ktoś jest mistrzem pędzla to niech spierdala od gniazdek i tym podobnych, bo włożenie wtyczki ODWROTNIE nigdy nie kończy się dobrze.

Jakkolwiek układało nam się z Neo dosyć dobrze, to po wyprowadzce nadal musiałam płacić abonament, bo tam gdzie zamieszkałam nie było możliwości podłączenia się do Tepsy. Chuje.


Przygoda 2 - Aster

Po odstaniu swojego w kolejce pełnej wkurwionych ludzi i emerytów, dostaliśmy się wreszcie do swojego Pana Konsultanta/Sprzedawcy. Miało być pięknie. Tymczasem, w ciągu ostatniego roku zaliczyliśmy z 10 awarii sieci, a w ogóle podczas aktywacji jakiś niedorobiony kretyn chciał pociągnąc internet z pasma RADIOWEGO. Nie wiem jakim cudem modem na chwile złapał sieć, ale wystarczyło to do podpisania umowy. Gość wyszedł, net siadł, gość nie chciał wrócić...

Po zgłoszeniu klejnej awarii w Lutym zwiększyli nam dwukrotnie prędkość przesyłu danych. Chyba mieli już dość.


Przygoda 3 - UPC

Ostatni weekend, pojechaliśmy do ciotki, co to se kupiła laptopa i zmieniła kabel na tv cyfrową z netem własnie. Przyjechało dwóch panów, weszli, zdjęli buty, zapachniało... Podłączyli tv, tel nie ma, internetu nie ma... Testowali na laptopie starego, naprzestawiali mu w ustawieniach, prawie odłączyli Avasta, żeby na koniec powiedzieć, że nie są informatykami, netu nie ma i wrócą w poniedziałek....

Zadzowniliśmy na infolinię, dzięn dobry, co jest kurwa

Okazało się, ze panowie powinni miec swojego laptopa, ze ich zasranym obowiazkiem było to podłączyć i że powinni zadzwonić do biura, bo po prostu coś było nieaktywowane...

Ręce opadają do podłogi. Przy tej mentalności społeczeństwa, gdzie każdy każdemu zazdrości, nikt nie szanuje pracy i robi wszystko na odpierdol się, nigdy nie będzie lepiej, albo chciaż inaczej.



Na koniec, można znaleźć całkiem sporo fajnych stron w necie o tym, jak bawić się Photoshopem

17:21, ja_dharma
Link Komentarze (1) »
piątek, 05 lutego 2010
(327)

Nudzi mi się dzisiaj. Mam pierwszy dzień od dawna, kiedy nic nie muszę i po prostu nie mam co ze sobą zrobić. To jakiś obłęd, albo ciągnę 50 wątków jednocześnie, albo zamiatam po 3 razy mieszkanie, żeby nie zwariować.

Dlaczego jak mam mnóstwo zajęć, to jednocześnie wpadają mi do głowy rzeczy do zrobienia w stylu:

-napisac maila do wyłudzaczki na allegro, że 8,5zł za przesyłkę 10ml saszetki to jest już przegięcie

- zagrać w ubierankę dla dziewczynek do lat 12-stu

- zrobić ciasto

-utrzeć recznie pesto

- iść po zakupy

- poszukać jakiegoś miłego mieszkanka

- pobawić się photoshopem

- poczytac fora (nagle wszystkie są ciekawe)

- poszukać podłużnej formy do tarty

- sprawdzić połączenia warszawa-paryż, bo nie wiem, czy mi nie przyjdzie chłopa odwiedzać tam raz na 3 miesiące

- zobaczyć ile wart jest nasz samochód (coraz mniej oczywiście)

- popatrzeć pierdyliard razy, czy jest już do odebrania prawo jazdy (nie, nie ma, nie wiem co oni tam kurwa robią, ale wniosek wędrował TYDZIEŃ między jednym urzędem, a drugim)

- poleżeć i posłuchać muzyki

- pierdolnąć se garść błota z morza martwego na twarz i czekac na cud

itd

A teraz.... kiedy wszystko moge... i mam czas... i w ogóle... to mi się nie chce. Jeszcze jestem na tyle bezczelna, że dzwonie do zarobionego chłopa i mu się żalę, że mi się nudzi i nic mi się nie chce, a on już nauczył się pisać na klawiaturze nosem, żeby mieć wolne ręce, bo tyle zajęć...

No mówie wam, jestem beznadziejna


13:15, ja_dharma
Link Komentarze (1) »
czwartek, 04 lutego 2010
(326)

Dawno mnie tu nie było, bo marnowałam czas na pisaniu za pieniądze, ale teraz, kiedy mam chwilę między kursem z umową do wydawcy, a spacerem z chyba już "ex" bliską koleżanką, postanowiłam podzielić się z wami moją głęboką refleksją.

Po spędzeniu 3 dni na forach kobiecych, poświęconych ważkim problemom tego świata, takim jak:

- jak oszukać pracodawcę na zwolnienie z powodu choroby/ciąży/zajebistej oferty last minute bo nie chce dać urlopu?

- jak nie przypalić makaronu i z czym go kurwa podac?

- czy lubicie seks analny (ten temat nigdy nie umrze, średnio raz w tygodniu przybywa kolejna miłośniczka walenia w dupe)

- czyj mąż jest lepszy


Jakkolwiek na każdy z tych tematów mam coś do powiedzenia, postanowiłam jednak rozwinąć ostatni. Konkurs na najzajebistszego męża pod słońcem toczy się od dnia, kiedy pierwsza praMariolka napisała, że jej Misio jest the best i go lowcia. Z czasem całość mocno ewoluowała i na chwilę obecną w rozgrywkach biorą już udział całkiem inteligentne kobiety. Skąd wiem, że są mądre? Otóż nie każdy umie ustawić sygnaturkę, a one tak!

Co charakteryzuje dobrego męża? Oczywiście miłość i oddanie, poza heroiczna jak u średniowiecznego rycerza. Mężczyzna taki kupuje kobiecie to co ona chce, nosi ją na rękach, płodzi Jessicę czy innego Allana i zapierdala na całe to tałatajstwo od świtu do nocy. Ale to wersja ekonomiczna, w klasie biznesowej można jeszcze pogadać który lepiej zarabia. Jednostką miary jest iloraz średnich krajowych wyliczany od kwoty brutto.

Raz na jakiś czas rozgrywany jest krypto turniej, najczęściej ukrywany pod tematami typu - "co wasz facet wymyslił na walentynki", "jak się wam oświadczył" "jaki komplement wam ostatnio powiedział" itd. Zwycięża ta, pod której postem będzie najwiecej emotikonek, suwaczków, ochów i achów.


Moja mama na przykład uważa, do spółki z siostrą i resztą kobiet w mojej rodzinie, że trafiło mi się jak ślepej kurze ziarno i "ponad miarę", co oczywiście ma za zadanie pokazać, że samiec mój jest niekwestionowanym faworytem większości rankingów. W praktyce natomiast wygląda to tak, że romantyczną parą nie jesteśmy, nikt nikogo na rękach nie nosi i potrafimy się pokłócić na maksa o maść za 12zł, bo jedna już jest, więc po co kupował następną o ja pierdole. No ale ja mam małe wymagania, w zupełności mi wystarcza, że zarabia na moje psychotropy i ścieli łóżko wieczorem.


buziaczki

11:26, ja_dharma
Link Komentarze (3) »
poniedziałek, 01 lutego 2010
Pesto sresto (325)

Pesto to jest jakiś sposób na to, żeby poczuć się jak nie w zimie. Co prawda bazylia w doniczce za 5 zeta z supermarketu nie jest jakimś super aromatycznym ziołem, ale jak się  nie ma wyboru, dobre i to.


Liście bazylii, czosnek, oliwę i sól się uganiata w moździerzu, dodaje parmezan i wykłada na gorący makaron. Można jeszcze dorzucić orzeszki Piniowe, ale ja prawdę mówiąc nie wierzę w ich cudowny wkład w smak pesto, więc pomijam.


19:03, ja_dharma
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 28 stycznia 2010
(324)

ZDAŁAM!!!


16:15, ja_dharma
Link Komentarze (6) »
środa, 27 stycznia 2010
(323)

No wkurwiam się na siebie i przestać nie mogę, głownie za te oblewane egzaminy na prawko. Jeździłam już z 5 różnymi instruktorami, celowo. Kazdy powtarza, że jest dobrze, ok i że nie ma się do czego przyczepić, a ja tymczasem uwalam egzamin za egzaminem.

W poniedziałek 2, jutro będzie 3. Co nie zmienia faktu, że już od wczoraj chce mi się z tego powodu rzygać. Mam stresa, trzęsą mi się ręce i mnóstwo innych atrakcji.

To miało być średnio trudne, tymczasem w mojej pustej głowie pojawia się myśl, ze dla mnie jest to rzecz nie do zaliczenia.

Czytam se na forum, że kogoś np dzisiaj uwalili, bo wjechał na ciągłą podczas omijania przeszkody jaką był zaparkowany na jezdni samochód, a nic nie jechała z przeciwka.

chce mi się płakac, poważnie, mam jakąś rozsypkę hormonalną.

Wczoraj mnie jeszcze ruszyło sumienie i odprowadzilam jakąś babcię do domu, bo szła o laseczce z zakupami i co chwila stawała, wnuczka miała przyjść, ale nie przyszła. Babcia też jeleń, bo jak się okazało, zawartość zakupów stanowiła głownie pszenica dla gołębi, których szczerze nie nawidzę, bo obsrywaja wszystko. więc szłam se z tą cudzą babcią, bo nie mam już własnej i ona mi na koniec poleciała wszystkimi świętymi i żeby mi pieniędzy nie zabrakło... ciekawe. Kiedyś inna babcia dziękowała mi, życząc dobrego chłopa. Stąd moje pytanie, dość życiowe jak na zblizające się realia - co ważniejsze - kasa czy miłość? A związek na odległość, zeby zarabiac kasę?

18:35, ja_dharma
Link Komentarze (4) »
sobota, 23 stycznia 2010
Najpiękniejszy kot świata (322)

Oczywiście mój!









Byłabym cudowną matką, na szczęście wole koty.

16:42, ja_dharma
Link Komentarze (2) »
piątek, 22 stycznia 2010
Muffiny dla Dziadka (321)

Do przepisu podanego przez Kasię dodałam coś od siebie, mianowicie 2 łyżki grand marnier i 3 kakao, dorzuciłam trochę posiekanej czekolady, a na wierzchu zrobiłam chmurkę z serka kanapkowego niesolonego wymieszanego z bitą śmietaną, cukrem i ziarenkami wanilii.

Jak na mój gust można zamiast 125dag masła dodać 100, albo i 75. tłuszcz wypływa nawet przez 2 papiloty.








No i cukru dałam 3/4 szklanki.

12:34, ja_dharma
Link Komentarze (1) »
czwartek, 21 stycznia 2010
(320)

Zaczynam powoli mieć nową idolkę. Martyna Wojciechowska.

No zaskoczyła mnie dokumentem "kobieta na krańcu świata". Tak po całości.


Haiti dzisiaj. Polska to jest jednak piękny kraj.

16:24, ja_dharma
Link Komentarze (1) »
środa, 20 stycznia 2010
(319)

Dzisiaj postanowiłam zabawić się w stylistkę i korzystając z jednego serwisku z gierkami dla dzieci - ubrałam niejaką Rihanne. Inspiracją były dla mnie okoliczne blachary, na których urodzaj nie mogę narzekać.




Nieżle, ciekawe co by na to powiedział ten homoseksualista Jacyków.


Swoją drogą, ta dziewczyna ma strasznie wysokie czoło, może w poprzednim wcieleniu była delfinem butlonosym?

 

23:22, ja_dharma
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 19 stycznia 2010
Jak nie kupić podróby kosmetyków selektywnych na Allegro (318)

Jak już niedawno pisałam, starzeję się i na tę okoliczność zczyna mi poważnie walić na dekiel. Postawiłam sobie za punkt honoru wyglądać identycznie do 35 roku życia i konserwuję się już od jakiegoś czasu. Na dowód tego, jak poważnie traktuję to zobowiązanie chciałam przypomnieć, że rzuciłam palenie. Korzyść podwójna, nie podkręcam działania czasu i co miesiąc zostaje mi parę złotych w portfelu. Czas rozbić świnkę skarbonkę i kupić se krem. Ambicje miałam wzniosłe, uderzyłam w wysoki ton - chanel precision sublimage , i niby nic, ale ten krem kosztuje 1300zł!!! Na truskawie z kosztami przesyłki 1100. Co robic, co robić? zalogowałam się na allegro i odpadłam, ilu tam oszustów! Podróbki kremu wystawiane do licytacji, laski się o to tłuką, cena leci w górę... matuluuu

Dlatego postanowiłam być dobrą ciocią i podzielić się z Wami moją wiedzą o tym, jak nie dać się zrobić w balona i nie wsmarowywać sobie w twarz jakiejś dziwnej podróby.

  • sprawdź komentarze u sprzedającego, jeżeli w chociaż jednym ktoś napisał, że towar nie jest oryginalny - odpuść sobie
  • nie wierz w super promocje, nikt nie sprzeda ci kosmetyku selektywnego za 10% jego wartości, za 40% też nie
  • nie kupuj produktu bez realnego zdjęcia, chce sprzedać, niech cyknie fotę
  • sprawdź czy dany produkt w ogóle jest produkowany przez tą firmę (GOOGLE)
  • jeżeli jest, obejrzyj jego zdjęcie w internecie w kilku wersjach i BARDZO DOKŁADNIE porównaj z tym z allegro, szczegóły mogą być minimalne
  • jeżeli nie jesteś pewna, obejrzyj inne przedmioty sprzedającego i je również sprawdź pod kątem oryginalności
  • jeżeli znajdziesz chociaż jedną podróbkę, nie kupuj
  • napisz maila do kogoś, kto dokonał w ostatnim czasie zakupu u tej osoby i zapytaj o jakoś i oryginalność zakupionego produktu

 

Trzeba również pamiętać, że producenci wypuszczają różne serie na konkretne regiony świata, dlatego tak ważne jest dokładne obejrzenie kilku zdjęć lub konsultacja ze sprzedawczynią w drogerii.

Niestety, najczęsciej okazuje się, że super oferta to zwykle oszustwo. Za luksus zapłacić trzeba.

 

 

 

22:02, ja_dharma
Link Komentarze (9) »
piątek, 15 stycznia 2010
(317)

Poprawka, na obiedzie będzie 7 osób, co oznacza mniej wiecej tyle:

- brakuje mi 2 krzeseł

- ok 0,5m stołu

- 1 szklanki

- 3 kieliszków do wina, chyba, że wyciągne te lanserskie, to 1

- 1 zestawu nóż/widelec/łyżka

- relanium dla kotków, bo najprawdopodobniej kocica będzie miała zawał, dla niej nas dwoje to już tłum

- czasu



Mama z dziadkiem wpadli wczoraj niby na chwilę, a odwieźliśmy ich ok. 20-stej do domu. Dziadkowi nie smakowała ryba, którą zrobiłam (tilapia pieczona na liściach szpinaku, pod ziołowym beszamelem z rodzynkami), ani faszerowane ziemniaki. Wkurwiłam się nieco, bo stałam przy garach jakieś 2h. Dlatego jutro po prostu usmażę te polędwiczki i zaleje je śmietaną, będzie jak u babci.

Zaopatrzyłam mamę w zestaw szminek i balsamów do ust, niech se dziewczyna poużywa trochę tych Chaneli, Diorów itd. Nie wiem o co kaman, ale przestałam się jarać kolorówką, teraz na tapecie są u mnie żele pod oczy i kremy do twarzy. Znakiem tego - starzeje się.

Wpadłam wczoraj do mężą do biura - no ja cie przepraszam, ale to kuźwa jak jakas galeria wygląda. Marmur, aluminium i szkło, plus gadające windy jakoś mnie nie podniecają, ale cały budynek naprawdę robi wrażenie. Tym bardziej mi głupio, że łazi tam w marynarkach z poprzecieraną podszewką. A na zakupy iść nie chce. Jeleń jeden.

W ogóle ten mój chłop to dzielny jest i się spisał ostatnimi dniami, aż nawet nieco mi zaimponował.

14:31, ja_dharma
Link Komentarze (1) »
czwartek, 14 stycznia 2010
(316)

Pora wrócić do normalnego tryby życia, napisać kilka tekstów, posprzątać mieszkanie i ugotować wielki obiad w sobotę na 5 osób. Może być to nieco kłopotliwe, bo mój największy garnek ma chyba 3l pojemności.

Jutro wpada mama z dziadkiem, tak w ramach relaksu i oderwania się od sprzątania mieszkania po babci. Dobrym znakiem jest to, że dziadek zaczął żartować. Kiedy kilka lat temu miał groźną operację, babcia zapowiedziała, że w razie porażki przestanie brać leki. Wolimy być czujni na wypadek, gdyby dziadek nosił się z podobnym zamiarem.

Kupowanie kosmetyków w aptece jest o tyle fajne, że farmaceutka potrafi ci przynieść tyle próbek, że masz zaopatrzoną kosmetyczkę na miesiąc. Tak było dzisiaj, kiedy szukałam kremu dla mamy. Jestem głupia i naiwna, dlatego zawsze podniecam się tym jak dziecko. No po prostu lubię sobie potem usiąść i poczytać te wszystkie opisy i wypróbować coś, czego normalnie bym nie kupiła.

Kotki spią, ja się gapię na słoik z kremem z kasztanów z dodatkiem wanili, który smakuje jak gówno z makiem i zastanawiam się, co mnie podkusiło, żeby go kupić? Przecież wiedziałam doskonale, że kasztany smakują jak zmarźnięte ziemniaki.


00:08, ja_dharma
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 11 stycznia 2010
(315)

ten kraj nie przestanie mnie zadziwiać, a tzw "polską mentalność" powinniśmy eksportować za granicę w fiolkach opatrzonych trupią czaszką.

Godzina 11.45, jeden z warszawskich szpitali, a w zasadzie jego kostnica. Ostatnie pożegnanie babci, mama uprzedzała, że nie wygląda za dobrze, ale nie mówiła, że będzie aż tak źle.

Dziadek w ryk, uklęknął przy trumnie, całuje babcie w dłonie, w policzek, przeprasza za wszystko... Wychodzę, nie mam siły na to patrzeć. Na śniegu slady krwi. Świeże. Kapało z kogoś całkiem solidnie kiedy wieźli go do tego małego smutnego pomieszczenia, żeby pozszywać zanim rodzina przyjedzie po odbiór.

W sali obok za cieniutką zasłonką w trumnie leżała jakaś stara kobiecina. Chudziuteńka, zółta i zapadnięta. Tak zawsze wyobrażałam sobie trupa. Może to niezdrowe, ale nie mogłam od niej oderwać wzroku.

Więc patrze na tą krew na śniegu, jak z bajki o królewnie śnieżce, zaciągam się papierosem (mam przerwę od niepalenia) i patrzę na ludzi siedzących na tobołkach z brudną pościelą szpitalną do prania. Podjeżdza samochód po babcię, bo wedle życzenia została skremowana. A tobołkowa brygada, ze ona się nie przesunie, bo ona czeka na swoją kolej. Chłopcy z zakładu, że oni po ciało, a polsa mentalność sączy się z pustych łbów i mówią, że oni nie mają gdzie się przesunąć, a miejsa dookoła w chuj. Ulało mi się, jak zwykle. Nie pamiętam co powiedziałam, ale nagle zrobiło się przejezdnie.

Zabraliśmy potem dziadka na spacer. Pięknie jest w parku. śnieg po pas, wszystko co powinno kontrastuje. Tylko stopy marzną.

A u mnie jakoś tak spokojnie. Nawet może za. Jutro minie tydzień, ostatnie dni zlały mi się w nieczytelną całość. Może tak jest lepiej, wyłączyć mózg i udawać, że nic się nie stało.

21:32, ja_dharma
Link Komentarze (3) »
sobota, 09 stycznia 2010
(314)

Uspokoiłam się nieco, chociaż do stanu ZEN zdecydowanie mi daleko. Babcia nie była ideałem człowieka, co w sumie nieco pomaga. Jak zaczynam się rozklejać to przypominam sobie szybko jeden z jej popisowych numerów i od razu jakoś mi lepiej.

Trzeba jej natomiast przyznać, że przebiegła była. W szafeczce leżała sobie koperta, w kopercie świstek o przedłużeniu dzierżawy grobu oraz 5 tys na pogrzeb. Pomnik postawiła sobie już 5 lat temu, jak to powiedziała, żebyśmy nie mieli problemu. Pamietam to dobrze, pojechaliśmy na cmentarz 1 listopada, stoimy nad grobem jej dziadków i nagle takie "co jest kurwa". Patrze na tablicę, a tam złotymi literkami ona i dziadek. I stoi i się cieszy, dumna z siebie.

Na drugi pogrzeb pieniądze leżały odłożone w kieszeni płaszcza, w razie jakby poszli jedno za drugim.

Dziadek stwierdził, ze nie chce juz jeść moich wynalazków. Parówki w pomidorach z papryką jakoś mu nie podpasowały. Za chude było. No to dzisiaj ugotowałam mu grochówki na żeberkach i boczku, w piekarniku dochodzi strucla z powidłami i poczwórną kruszonką.

Po ponad 3 tygodniach doczekałam sie gościa od naprawy drzwi balkonowych. Firma od której wynajmujemy mieszkanie nie umiala się zebrać w sobie i porządnie tego załatwić w jakimś normalnym terminie. Dopiero kiedy sama się tym zajęłam jakoś poszło. Na to konto powiedziałam, zeby sobie zaokrąglił fakturę. teraz mam wyrzuty sumienia, bo to ja powinnam na tym zarobić, a nie jakiś burak od uszczelek.

W ogóle doszłam do wniosku, że zły człowiek ze mnie i pójde do piekła, albo umrę w koncie samotnie. Nawet miałam chęć poprawy, tylko przyszedł ten majster i wylazła ze mnie jędza. Męczy mnie teraz sumienie.

Jestem zmęczona, zła, smutna, zazdrosna itd. Już nawet wiem czemu. Ludzie mówią, ze dobro powraca, wiec czemu podobnie miałoby nie być ze złem? Po prostu mam to na co zasługuję.

16:11, ja_dharma
Link Dodaj komentarz »
środa, 06 stycznia 2010
(313)

Nawet nie wiem co napisać, mam wrażenie, że mózg mi się wyłączył.

Rano pojechałam odwołać egzamin na prawo jazdy, a w zasadzie go przełożyć. Kiedy wypisywałam jakiś druczek właśnie wyczytywali moje imie i nazwisko. Dziwne uczucie.

Miała kolejny atak duszności, cukier poważej 400, 5 krotnie przekroczoną normę mocznika... Była tak gruba, że nie mogli jej wsadzić ani na nosze, ani na wózek. Musiała dojść do karetki sama. Zajęło jej to 30 minut. W sumie pokonała odcinek 15-20m. Kiedy dojechaliśmy do szpitala widziałam tylko jak wyrzucają ją z karetki na nosze, bo już straciła przytomność. Reanimacja trwała 40 minut. Lekarz skurwysyn tonem złamanego chuja rzucił w przelocie, że nie żyje. Na moją reakcję co do tonu odpowiedział "ludzie codziennie umierają".

Mam w głowie jakieś koszmarne obrazki. Ostatnie słowa do rodziny? Jasne, pamiętam, brzmiały "dlaczego mnie tak męczycie?".

Ogólna znieczulica dookoła, mróz jak chuj, pijacy z odmrożeniami w kolejce do Izby przyjęć, rozdeptane gówno przed drzwiami szpitala... I tak sobie umarła. 49 lat temu dokładnie tego samego dnia urodziła córkę, która potem urodziła mnie.

Odpadam.

Chociaż nie, na koniec, tak w akcie dobrej woli, nie żryjcie tyle.

23:33, ja_dharma
Link Dodaj komentarz »
piątek, 01 stycznia 2010
(311)

Zakładam, że rok 2010 będzie dla mnie łaskawy, bowiem 10 to ewidentnie moja liczba. Z braku laku zaczynam wierzyć w gusła oraz inne przesądy i zaklinam następne 12 miesięcy, żeby było jeszcze lepiej niż jest.

Jak zwykle robię w kajeciku listę postanowień i grzechów głownych, ale to do prywatnej wiadomości. Mogę jedynie zdradzić, że mam zamiar pozostać jędzą.

Z sylwestra najbardziej podobało mi się to, że siedziałam w domu i szybko się upiłam oraz niebo nad warszawą. Z naszego 7 piętra i mieszkania narożnego widać było nieźle panoramę miasta. Ludzie zaczęli na dobre strzelać ok. 23.55 i skończyli o 24.30. Coś się tylko plac konsytucji nie popisał, marniutko było w tym roku.

Posiedzielimy z parą znajomych, jedynymi ludźmi których widujemy regularnie (tacy jesteśmy towarzyscy) i obgadaliśmy cały świat. Refleksja była jedna - wszyscy poza nami to chuje, co znacznie podniosło nam morale i poprawiło samopoczucie. Taplanie się we własnym zajebiźmie jest dość miłe, mimo, że pewnie złudne.

Usnęlam z kotem na mężowej połowie łóżka za co mnie oczywiście musiało pokarać. Zatoki znowu mnie bolą.

Starzeje się.

14:46, ja_dharma
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 29 grudnia 2009
(310)

fuj, ze tak powiem. załatwiłam sobie zatoki i zdycham, cały czas czuje ciśnienie w głowie, jakbym wjeżdzała pod górę czy leciała samolotem. Beznadzieja.

Święta jak swieta, było minęło. Najadłam się śledzi.

Męzu wykazał się brakiem pomyślunku i kupował mi prezenty 24 grudnia po południu. W efekcie dostałam książkę o neurotycznych kotach (puste pierdolenie, takie dorabianie ideologii do kota, kot jaki jest każdy widzi), przewodnik po Paryżu(nadal trzymamy kciuki za ten kontrakt i modlimy się o Ojro powyżej 4 zeta) i grę logiczną, która powinna mi zająć ok. 5h a rozwaliłam ją w 28 minut. No cóż, jestem genialna.

Do tego już 2 razy byliśmy w kinie na Avatarze. Jak ktoś się zastanawia czy iść na wersję normalną czy 3D - to polecam normalną. Czyba, że w IMAXIE, ale tak chyba nie grają.

Od jutra oboje przechodzimy na dietę, bo gdzieś po drodze zgubiłam swoją zajbistą talię. łudziłam się, że da się rzucić fajki bez konsekwencji, a tu powoli wyłażą dodatkowe kilogramy.

I wszystko byłoby super, gdyby nie ten ból głowy.

20:56, ja_dharma
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 21 grudnia 2009
(309)

mogłabym napisać o tym, że riczard kalisz ma tak nalaną twarz, że aż dziw bierze, a anja rubik jest bardzo, bardzo, bardzo chuda. mogłabym napisać, że upijałam się drinkami z podwójną wódką siedząc obok jakiegoś geja projektanta i że fotoreporter zapytał skąd mam kozaczki. Ale nie napiszę.

Mamy choinkę. ładna nawet, chociaż jakos nie czuje świąt. to pewnie przez brak pracy wyjściowej i fakt, ze wszystkie dni i tygodnie, a poźniej miesiące są tak samo zjebane i żałosne.

W sumie w zakupie choinki ucieszyło mnie tylko jedno, że podczas jej oglądania uderzyłam jakąś gówniarę przez przypadek w głowę. Tzn cieszyło mnie wczoraj, bo dzisiaj to jej nawet współczuje.

Popakowałam prezenty dla mężą, wszystko odzielnie, nawet czekolada ma osobny papierek. Chcę, żeby było wrażenie, że jest ich spektakularnie dużo. Jutro jeszcze cos dokupię. Tylko nie wiem co. Z chłopem mam ten problem, ze on generalnie swoje pasje zaspokaja sobie sam w 100%. Nigdy niczego nie potrzebuje itd. Perfumy ma, krawaty tez, koszul nie widziałam ładnych, a jak widziałam, to za ładne i on ich nie założy, bo nie jest gej. tak sie przynajmniej tłumaczy.

wiec mam tego e-papierosa, ciepłą bluzę z kapturem, czekolaki i czekoladę oraz zagwozdkę, co mu jeszcze sprawi przyjemność. Wóda odpada.

16:30, ja_dharma
Link Komentarze (2) »
czwartek, 17 grudnia 2009
(307)

Armagedon przelazł, przewalił się i teraz czas na żniwa.

Skończyłam zlecenia i mimo, że powinnam poprawić jeden tekst to już to pierdolę, szefowa działu się nie upomina to chyba udam, ze temat nie istnieje, albo poprawię w wolnej chwili.


Patrze na swój zmęczony ryj oświetlony ekranem laptopa i zaczynam myśleć, że po ciemku to całkiem niezła dupa ze mnie, a już na pewno lepsza od Cichopek.


Moja waga kuchenna coś nawala i nie udały mi się ciasteczka z niezawodnego przepisu. Sądząc po tym, że się przypaliły obstawiam nadmiar cukru.


kocica mnie kocha, a ja ją i w ogóle nie możemy sie od siebie ostatnio odkleić.

Na pracowe potrzeby zostałam specjalistką od antykoncepcji i zmian hormonalnych podczas ciazy. Chce ktos wiedziec jak na podstawie obserwacji śluzu z pochwy określić dni płodne?

Z dość wysokiego stojaka na płyty CD zrobiłam lampkę świąteczną. Dwa sznury lampek i gotowe. Wygląda super, ale już chyba wspominałam, jestem nieco mądrzejsza od małpy to i całkiem sporo potrafię. Na przykład myśleć.


I marzę o tej emigracji ze starym coraz bardziej. Fantazjuje nocami co komu powiem na dowidzenia, ile jadu wysącze, jak często powiem "jesteś głupią cipą"... ach te Święta!!!

15:35, ja_dharma
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 17